PRZYJMIEMY NOWE OSOBY!

Znajdujesz się na blogu, który w całości poświęcony jest pięknemu azjatyckiemu krajowi - Korei Południowej. Jeśli interesujesz się tym krajem oraz muzyką, jaką się w nim tworzy - jesteś we właściwym miejscu.

Jeżeli zauważyłeś, że jakiś teledysk nie został dodany lub w jakiejś dyskografii są braki - napisz nam o tym w PRZYPOMINAJCE, a my postaramy się jak najszybciej to poprawić. Zanim jednak napiszesz - sprawdź, czy dany klip nie jest już dodany w zakładce JAPOŃSKIE TELEDYSKI, którą znajdziesz tuż pod zdjęciem zespołu.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Recenzja: Stay

To już drugi raz w tym roku, kiedy możemy oglądać najmłodsze artystki YG na scenie - jak widać, wytwórnia konsekwentnie stara się nie popełnić tego samego błędu, co w przypadku promocji chłopaków z WINNER. Niemniej jednak, Black Pink wracają z nowym materiałem, zwarte i gotowe na to, żeby po raz kolejny podbić k-popową scenę muzyczną.

W tej odsłonie dziewczyny prezentują się w czymś, co jest mi szczególnie bliskie brzmieniowo - "Stay" to akustyczna, mocno instrumentalna piosenka o dość spokojnym tempie. Jeżeli więc po poprzednich utworach tego zespołu czuliście lekki niedosyt i chcieliście posłuchać czegoś, w czym to przejmujące wokale będą grać pierwsze skrzypce, myślę, że ten kawałek spełni wasze oczekiwania. Oczywiście, nie unikniemy rapu (to w końcu YG), ale przyjmuje on tutaj raczej formę monorecytacji, która idealnie pasuje do całej reszty i nie tworzy wrażenia oderwanej od całości. Jestem oczarowana tym, jak dobrze brzmią tutaj wszystkie członkinie zespołu - w warstwie wokalnej nie ma żadnego słabego ogniwa, a w dodatku również partie są podzielone dość równo, co jest dla mnie ogromnym plusem. Oprócz tego, definitywnie zakochałam w refrenie tej piosenki, choć - paradoksalnie - po pierwszym odsłuchaniu nie byłam do niego nastawiona zbyt entuzjastycznie. Przemawia do mnie jego prostota i swojego rodzaju optymizm; brzmi szczególnie dobrze jako element kontrastowy do zwrotek o nieco bardziej melancholijnym nastroju. Gdybym miała określić ten kawałek jednym słowem, zapewne zdecydowałabym się na określenie "słodko-gorzki", bo chyba właśnie taka jest ta piosenka - z jednej strony, w warstwie czystego tekstu, przejmująca i nostalgiczna, w pewnym sensie smutna; a jednak zestawiona z akustyczną melodią wydaje się być też pełna nadziei i zarazem niebanalna w tym połączeniu.

Co do montażu filmowego towarzyszącemu muzyce... cóż. Mam pewien problem z teledyskami artystów YG Entertainment - zawsze wydaje mi się, że wytwórnia trzyma się trzech, czterech sprawdzonych metod na klipy (i że w dodatku trzyma się ich równie zawzięcie, co tonący brzytwy). Tu nie chodzi o to, że to są złe obrazy - wręcz przeciwnie, zawsze prezentują sobą wysoki poziom i trudno mówić o jakichkolwiek pomyłkach. Te teledyski są jednak bardzo mało różnorodne; w każdym występują podobne ujęcia i kolorystyka, nawet rekwizyty i scenografia są względnie komplementarne. Gdybym widziała "Stay" na świeżo, bez żadnej wiedzy zewnętrznej, zapewne byłabym pod wrażeniem - bo to dobry klip. Ogólna stylistyka jest niesamowicie estetyczna, nienasycone kolory z łagodnymi elementami kontrastowymi nadają całości bardzo melancholijnego nastroju. Ujęcia - zwłaszcza te pokazujące plan ogólny i daleki - są bardzo artystyczne i nienachalnie symboliczne. Generalnie rzecz ujmując, całość pasuje do prostej, delikatnej piosenki... a jeżeli podobały wam się klipy do "Missing You" 2NE1 lub "Let's Not Fall In Love" BIGBANG, zapewne polubicie też najnowszy teledysk Black Pink.

Podsumowując - wydaje mi się, że "Stay" ma w sobie coś ponadczasowego, co daje tej piosence szanse na żywot dłuższy niż jeden czy dwa sezony. To dobry kawałek, który nie podąża w żadnym miejscu za obecnie obowiązującymi trendami w muzyce popularnej, a jednocześnie brzmi świeżo i bardzo naturalnie. Osobiście jestem oczarowana, kupiona, przekonana i w pełnej gotowości, żeby bronić tej piosenki rękoma, nogami (i czym się tylko da). 
A Wy? Co sądzicie o Black Pink w nieco mniej klubowej odsłonie?

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Recenzja: Fantasy

Jak już pisałam w jednej z wcześniejszych recenzji - Vixx to zespół, który potrafi ograć mroczny koncept o niebo lepiej, niż jakakolwiek inna grupa. Przyznam szczerze, że oglądam ich teledyski z prawdziwą przyjemnością, bo chłopaki i wizualnie, i muzycznie pozostają niemal zawsze choć trochę po 'ciemniej stronie mocy' - i jeszcze ani razu mnie na tym polu nie zawiedli.
Nie ukrywam; mam słabość do utworów z pianinem w podkładzie instrumentalnym. Może to dlatego piosenka 'Fantasy' kompletnie zauroczyła mnie już od pierwszych sekund? Lubię rosnące w tej melodii napięcie, które rośnie od zupełnie akustycznego początku, przez łagodne zwrotki aż do refrenu, w którym wszystkie dźwięki się intensyfikują. Nie ma przy tym żadnych gwałtownych przejść, więc całość wypada bardzo spójnie i intrygująco - to wrażenie potęguje jeszcze wykorzystanie efektów charakterystycznych dla muzyki liturgicznej. Jeżeli chodzi o tekst, jest to raczej klasyczny przykład twórczości tego zespołu; fani nie będą zaskoczeni, a dla wszystkich, którzy dopiero poznają tę grupę, przygotowałam krótkie streszczenie: złamane serca, mnóstwo bólu, smutek w zdecydowanej mnogości. Wokalnie, jak zwykle w przypadku Vixx, nie mam żadnych zarzutów. Kwestię rapu Raviego pozwolę sobie zamknąć w jednym zdaniu: brzmi zdecydowanie najlepiej, gdy dookoła są jeszcze dobre wokale. 
Teledysk również jest czymś, co odnośnie tego zespołu nie do końca zaskakuje - znów eksplorujemy mroczny koncept, a to przecież chleb powszedni dla chłopaków z Vixx. Mamy więc zadymione kadry, czerwone oświetlenie i niepokojące ujęcia. Jak dla mnie... cóż, to jedyna grupa, którą bez zastrzeżeń kupuję w takim wydaniu, niezależnie od tego, ile razy jeszcze wyciągną z szafy ten cały ponury dramatyzm. Klip jest generalnie podzielony na kilka segmentów o zróżnicowanych tonacjach kolorystycznych, jednak wszystko tworzy razem spójny obraz - pozbawiony być może sensu na pierwszy rzut oka, ale zdecydowanie estetyczny i na swój sposób tajemniczy. Nie ukrywam, że ta konsekwencja w kreowaniu wizerunku jest czymś, co nieodmiennie pozytywnie mnie zaskakuje i sprawia, że zawsze z niecierpliwością czekam na powroty tego zespołu na scenę. Wiele grup potknęło się już na takim koncepcie, podczas gdy Vixx wciąż odnajduje się w nim idealnie.
Reasumując, osobiście uważam ten comeback za zdecydowanie udany i mam wrażenie, że jeszcze nie raz powrócę do piosenki 'Fantasy'. A co Wy o niej sądzicie? 

wtorek, 14 czerwca 2016

Recenzja: Get It?

Younha to artystka, do której mam ogromne zaufanie muzyczne nawet pomimo tego, że zdarza jej się wydawać ballady w ogromnych ilościach. Na obronę dodam tylko, że jest to zazwyczaj i tak niezły materiał, chociaż zawsze uważałam, że ta wokalistka jest jeszcze za młoda na to, żeby utknąć w soundtrackach do dram i bezpiecznych, wolnych kawałkach wyśpiewanych z krzesła. Co się stało, kiedy w końcu wyszła z tej szarej strefy bezpieczeństwa? Powstała piosenka 'Get It', i w żaden sposób nie mogę nazwać tego regresem. 
Do współpracy Younha zaprosiła dwie niezwykle utalentowane artystki - HA:TFELT, którą osobiście uwielbiam, i Cheetah, którą po ubiegłorocznym Unpretty Rapstar kocha cała Korea (i nie jest to miłość nieuzasadniona). Rezultaty tej kolaboracji są świetne - z połączenia głosów tych trzech pań powstał naprawdę dobry kawałek, szalenie chwytliwy i w pewnym sensie również mocny. Przypomina mi trochę solowy repertuar Narshy z BEG, ale linia melodyczna jest tutaj dość prosta, raczej bez niespodzianek w postaci nagłej zmiany rytmu. Dobrze jest znowu usłyszeć Younhę w czymś konkretnym, z charakterem - 'Get It?' to nowoczesna piosenka i czuć w niej swojego rodzaju siłę i niezależność. Sam tekst jest już, jak na standardy k-popu, dość specyficzny, ale dla mnie to miła odmiana po mnóstwie generycznych kawałków ciągle mówiących o tym samym (jedynie z lekko zmienionymi słowami). 
O teledysku można powiedzieć wiele - zapewne zbyt wiele, żeby ta recenzja była jeszcze zachęcająca i relatywnie zwięzła, więc ograniczę się tylko do kilku wyrazów zachwytu. Kolory? Neonowe odcienie łatwo zamienić w kicz, ale tutaj zostały one przydymione, co wypada naprawdę dobrze. Różowo-fioletowe akcenty i kontrastowy błękit zgrabnie łączą cały klip bez wrażenia schizofrenicznej siekanki scen. Stylizacje są wisienką na torcie. Perfekcyjnie uzupełniają cały teledysk i jego klimat - nie są przeseksualizowane, więc aż miło na nie popatrzeć. Podoba mi się szczególnie przejście Younhy z białej, prostej sukienki i grzecznej fryzury do czegoś bardziej alternatywnego i drapieżnego. Dzięki temu klip opowiada jakąś historię i nie jest tylko estetycznym montażem wizualnie atrakcyjnych scen i ujęć. HA:TFELT i Cheetah jako trochę szalone przyjaciółki, które uczą Younhę pewności siebie i niezależności? Chętnie obejrzałabym o tym film...
Mam nadzieję, że 'Get It?' to nie jest jednorazowy wyskok ze strony tej artystki, i że w przyszłości nie raz powróci na scenę z kawałkami w tym stylu. Chętnie usłyszałabym też więcej tego typu kolaboracji pomiędzy różnymi artystkami - dziewczyny rządzą! Połączenie, które nie jest męskim rapem i 'typowym' featuringiem Hyorin z SISTAR brzmi naprawdę świeżo. Nie obraziłabym się za większą ilość takiego materiału.
A co Wy sądzicie o tej piosence?

sobota, 12 marca 2016

Recenzja: Hold My Hand

Ostatnio recenzowałam Lee Hi przy okazji piosenki 'Rose'; od tamtej pory minęły już... trzy lata. Trudno uwierzyć w to, że przez ten cały czas nikt w YG Entertainment nie mógł dla niej wymyślić lepszego zajęcia, niż okazyjne featuringi i jednego projektu z Suhyun z AKMU - a nawet teraz produkcją jej najnowszej płyty zajęli się Tablo i DJ Tukutz z Epik High.
Pomijając fakt tego specyficznej polityki marketingowej jej wytwórni, Lee Hi (znowu) wydała dobry materiał. Całe 'Seoulite' zapada w pamięć, ale piosenki, które promują ten album, również są świetne. 'Hold My Hand' odkopuje instrumentalne, soulowe brzmienia, do których głos tej artystki wydaje się być stworzony; to kawałek o specyficznym charakterze, i refrenie, który naprawdę trudno wyrzucić z głowy. Melodia nie należy do najszybszych, nie znajdzie się tu także wyciągania nut zdolnych kruszyć szkło, jednak nie można zarzucić tej piosence monotonności. Od zawsze uwielbiałam Lee Hi właśnie w taki repertuarze - na pograniczu vintage i wolnego R&B, w którym, mimo wszystko, drzemie ogromna siła.
Teledyskowi, pomimo wielkiej osobistej potrzeby bycia obiektywną, nie potrafię nic zarzucić. Przypomina mi komiksy i kreskówkami z lat dziewięćdziesiątych, a animowane elementy poszczególnych kadrów są po prostu niesamowite. Co pozytywnie mnie zaskakuje, ładnie komponują się również z całością. Kolorystyka i same ujęcia to cukierkowa bajka, wszędzie zabarwiona (dyskretnie lub wcale nie) różem, a przez stylizacje Lee Hi i towarzyszących jej statystek (trainee?) czuję się, jakby przeniesiono mnie dekadę wstecz lub co najmniej zekranizowano 'Sailor Moon'. Jestem oczarowana tym klipem, i mogłabym długo pisać o tym, co mi się w nim podoba. Ten koncept był strzałem w dziesiątkę. Jest słodki, ale zarazem nieprzerysowany i kiczowaty w zupełnie zamierzony sposób. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że na chwilę obecną wypada nawet dość świeżo - i, przynajmniej dla mnie, bardzo nostalgicznie...
Jeżeli chcecie poznać lepszą stronę YG - tą bez rapu i piosenek podobnych do siebie jak dwie krople wody (na tym samym bicie) - Lee Hi to doskonały wybór. 'Hold My Hand' zapewne nie spodoba się wszystkim, ale przynajmniej ja będę bronić tej piosenki oraz teledysku z całą powagą i ze wszelkimi argumentami, które okażą się niezbędne. Czekaliśmy trzy lata, ale... chyba było warto?
Co sądzicie o powrocie tej artystki? 

sobota, 6 lutego 2016

Recenzja: Sentimental

Mam ostatnio mały problem z muzyką YG - dużo materiału, który stamtąd się wydostaje, brzmi dla mnie bardzo podobnie. Nie jestem szczególną fanką hip-hopu, a ta wytwórnia właśnie taką nosi etykietkę; podchodzę do ich nowości z umiarkowanym entuzjazmem, jeżeli to nie jest AKMU, Lee Hi lub Epik High... no, i jeszcze jeden zespół (ten, który dzisiaj recenzuję).
Ich repertuar zawsze kojarzył mi się z muzyką 2NE1; na albumach dziewczyn głęboko, niemal na samym dnie, tkwią spokojne, ale wciąż mocne perełki, których do dzisiaj słucham niemalże na zapętleniu. Tak się (szczęśliwie dla mnie) złożyło, że WINNER dostaje akurat głównie taki materiał. 'Sentimental' również należy do tego rodzaju muzyki. To lekka piosenka, świetnie zaśpiewana, zaskakująco akustyczna, delikatnie w stylu rockowej ballady, minimalnie zahaczająca o retro. Co mogę więcej dodać? Jestem kupiona zarówno tym kawałkiem, jak i całą płytą 'EXIT:E'. Pokusiłabym się jednak o stwierdzenie, że pomimo świetnego warsztatu technichnego i wielkiej hip-hopowej renomy, niewielu raperów spod skrzydeł YG ma tak naprawdę oryginalny styl. Mino i Seunghoon brzmią dla mnie poprawnie, dużo lepiej niż większość idoli na tej samej pozycji, ale... gdzieś już to słyszałam, i chyba niezupełnym przypadkiem w muzyce sygnowanej marką tej samej wytwórni. Nie narzekam jednak - to kawał dobrego rapu, mimo wszystko. Wokaliści są natomiast bezbłędni, absolutnie uwielbiam ich głosy razem i każdy z osobna. Naprawdę pasują do materiału, który na razie całkiem konsekwentnie śpiewają; zawsze było mi trochę szkoda, że w WIN nie mogli pokazać zbyt wiele, skoro zazwyczaj ograniczali się do przerywników w ścianach monorecytacji. Teraz nadrabiają to z nawiązką, i wychodzi im to zupełnie cudownie. 
Do teledysku również nie mam żadnych zastrzeżeń. Przez specyficzne ujęcia i odpowiedni dobór kolorystyki wszystko wygląda bardzo alternatywnie. Estetyka jest trafiona w punkt, poszczególne sekwencje bardzo spójnie łączą się dzięki nienachalnym akcentom; kontrasty nie narzucają się na pierwszy plan, ale pozwalają zwrócić uwagę na odpowiednie elementy kadru. Dodatkowo, osobiście uwielbiam nieprzesadzoną pastelową stylistykę. Jeżeli chodzi o stylizację, jestem sto razy bardziej na tak niż przy debiucie WINNER. Członkowie zespołu wreszcie wyglądają na swój wiek, a w rezultacie bardzo dobrze - widzę jednak, że YG nie potrafiło sobie odmówić hip-hopowych inspiracji, ale niech już im będzie. Przy tak dobrej piosence wybaczyłabym im niemal wszystko... a odnośnie choreografii (na czym zupełnie się nie znam, ale staram się, żeby recenzje trzymały jakiś poziom) - dawno nie miałam już takiej ochoty na obejrzenie występu z pełnym układem, jak w tym przypadku. I nie rozczarowałam się. Zdecydowanie nie.
Reasumując, podsumowując, etc. - obawiałam się nieco, że chłopaki z WINNER wrócą z czymś w stylu BIGBANG (ze zmienionymi wokalami). Na szczęście, znów dostałam coś bliżej 2NE1, a może już zupełnie świeżego?
Co sądzicie o 'Sentimental'?

czwartek, 1 października 2015

Recenzja: If You Do

JYP Entertainment wydaje piosenki, które są albo strasznie wpadają w ucho (i biegają później po głowie przez kilka dni), albo są strasznie dobre. Jest w muzyce tej wytwórni coś, co sprawia, że zwyczajnie ją lubię i wiem, że nie będę rozczarowana - nawet, jeśli nie do końca przekonana co do danego kawałka. GOT7 do tej pory tkwili (przynajmniej dla mnie) w pierwszej kategorii.  Nie miałam nawet pojęcia, jak bardzo chciałam ich usłyszeć w tej drugiej...
...bo jakoś tak się złożyło, że zawsze wykonywali kawałki, które były przede wszystkim chwytliwe. Dobre, poprawne, całkiem nieźle radziły sobie w wynikach sprzedaży (nawet przy pominięciu faktu, że przecież są ze świętej trójcy k-popowych wytwórni). 'If You Do' jednak w niczym nie przypomina ich wcześniejszych piosenek. Jest trochę mocniejsze, ciut bardziej dojrzałe, ale w pewnym sensie nadal brzmi na ten zespół - wciąż charakterystycznie, a mimo to, świeżo. Pozwoliło to wydobyć z wokali poszczególnych członków więcej, niż podejrzewałabym, że jest to możliwe. Nadal nie mogę przetrawić maniery rapu, jaką ma BamBam, ale w przejściu przed pierwszym refrenem (tradycyjnie śpiewanym przez JB, to stała niezmienna u GOT7) to zupełnie coś innego. Jestem też pod sporym wrażeniem, jeżeli chodzi o wykorzystanie melorecytacji - zazwyczaj nie jest to coś, co lubię najbardziej w k-popie. W wielu przypadkach ma to po prostu markować braki w technice, ale nie tutaj; JYP wybrał do tego zespołu naprawdę utalentowanych chłopaków. I w końcu dał im naprawdę mocny kawałek, bez niezręcznego angielskiego. Generalnie, mogłabym pisać o tej piosence od strony muzycznej akapity porównywalne długością do opisów rzek i łąk w "Nad Niemnem", więc chyba będzie lepiej dla wszystkich, jeżeli przejdę do teledysku. 
Klip jest poprawny. Nie zachwyca mnie szczególnie, ale nie ma żadnych poważnych zgrzytów - wszystko jest zrobione porządnie, bez oszczędzania i zbytniego pośpiechu. Dodatkowo, osobiście lubię ten zestaw kolorystyczny i stylistykę niektórych scen - artystycznie zniszczonymi wnętrzami można mnie kupić niemal za bezcen (kojarzą mi się od razu z 'Nilili Mambo' Block B i 'Crooked' G-Dragona). Pod względem stylizacji GOT7 nie odkrywa Ameryki, choreografii - mówiąc szczerze - nie pamiętam szczególnie dobrze (widocznie za bardzo skupiałam się na słuchaniu; wiem jednak, że ci panowie tańczą doskonale, więc daję im kredyt zaufania). To ciekawy teledysk, lekko fabularyzowany, jednak zdecydowanie widziałam lepsze. Dużym plusem jest fakt, że rzeczywiście pasuje do piosenki - tempo poszczególnych sekwencji jest dobrze wyważone względem rytmu i melodii.
Z autentyczną niecierpliwością czekałam na cały album - i pomimo lekkiego rozczarowania, nie zmieniam zdania o piosence promującej. 'If You Do' to kawałek, który zdecydowanie polecałabym każdemu - nawet ze względu na dość 'światowy' całokształt i fajne połączenie elektroniki z prawdziwymi instrumentami. To właśnie muzyka, za jaką (czasami) kocham JYP Entertainment. 
A jak Wam podoba się trochę inna odsłona GOT7?

sobota, 22 sierpnia 2015

Recenzja: B1A4 - Sweet Girl

 B1A4 znowu dołączyli do fali letnich comebacków. W 2014 pokazali nam dobre i złe aspekty samotności, jednak w tym roku wrócili z typową miłosną piosenką opowiadającą o "Sweet Girl", będącej jak motyl, róża, czekoladki... i co tam kto lubi.
Piosenka jest utrzymana w oldschoolowym klimacie, odważę się powiedzieć, że nawet trochę przypomina "Love Never Felt So Good" Michaela Jacksona. Na początku obawiałam się, że będzie nudna, bo ile to już razy mieliśmy w k-popie przypadki zespołów, które chciały wydać utwór z wolniejszym tempem, a wychodziło po prostu "tak jak zwykle"? Moje obawy całkowicie rozwiały się jednak przy pierwszym refrenie, a gdy zaczęła się partia rapu byłam już pewna, że to będzie dobra piosenka. Bardzo podobał mi się przeskok między niskim rapem Baro w zwrotce, a wysokim głosem Gongchana, przechodzącym płynnie w Jinyounga. O wokalu Sandeula nie ma co dużo mówić, ponieważ wszyscy już chyba zdążyliśmy się przekonać o jego możliwościach, chociażby podczas Immortal Song, a jeśli nie, to w trakcie Masked Singer. Głos CNU nigdy szczególnie mnie nie zachwycał, ale zdecydowanie nie jest on zły - po prostu nie w moim stylu. Aczkolwiek nie zaprzeczę, że jego łagodność bardzo dobrze wypadła szczególnie w refrenie. Piosenka nie jest jednak czymś, czego ludzie oczekiwali od B1A4, którzy jak wiadomo są (albo może byli?) znani ze swoich wesołych kawałków i kolorowych teledysków.  Spotkałam się z kilkoma wypowiedziami, że piosenka jest niewystarczająco skoczna i zbyt spokojna. Może i jest w tym trochę prawdy, ale od debiutu zespołu w 2011 minęło już trochę czasu, chłopcy dojrzeli, a ich (pisana zresztą przez nich samych) muzyka razem z nimi. Sama jestem fanką ich radosnych utworów, ale cieszę się, że nie stoją w miejscu przyklejeni do jednego konceptu, jak niektóre zespoły. Raczej nie doczekamy się z ich strony kolejnego "Zoom zoom my heart like a rocket". Album "Sweet Girl" jako całość nie jest szczególnie efektowny, właściwie niczym się nie wyróżnia, ale jeśli damy mu szansę, to z każdym przesłuchaniem staje się coraz lepszy. Ujmuje nas harmonią wokali i wpadającymi w ucho angielskimi wstawkami, co czyni go idealną pozycją na letnie wieczory. 
MV zostało utrzymane w romantycznym klimacie, a każdy z członków miał okazję pokazać w nim swoją urzekającą stronę. Nawet Gongchan, tym razem w roli Księcia z Bajki dostał trochę czasu antenowego, co nie jest częstym zjawiskiem, patrząc na poprzednie teledyski. Cóż, miejmy tylko nadzieję, że nie jest to spowodowane zaklęciem bajkowej wróżki, które pryśnie wraz z wybiciem północy, bo chętnie zobaczyłabym w przyszłych MV B1A4 jeszcze więcej maknae. Ciekawym nawiązaniem są natomiast sceny z czarującym (dosłownie i w przenośni) CNU. Na albumie bowiem znajduje się piosenka o tytule "Love is a Magic" napisana zresztą przez niego samego.
Sweet Girl zdecydowanie nie zostanie największym hitem zespołu, ani lata, ale jest piosenką i albumem, do którego warto będzie wracać. Jednego jestem pewna - nie jest to ostatni przystanek na drodze rozwoju muzycznego B1A4. 

sobota, 27 czerwca 2015

Recenzja: SISTAR - Shake It

Od dłuższego czasu symbolem SISTAR stały się wakacyjne comebacki, a całkiem niedawno do stałego repertuaru dziewczyn weszły też letnie piosenki (odpowiednio do pogody za oknem). A w przypadku takich rzeczy K-pop zna dwie drogi - mocne kolory i wyrazistą melodię lub "filmowy" charakter teledysku połączony z akustyką.
Shake It wpada (zdecydowanie) w pierwszą kategorię. Sam kawałek zaczyna się dosyć obiecująco, bo funkowo. To brzmi już jak zapowiedź fajnej piosenki, a wokalnie przecież nie ma się o kogo martwić (pomijając Borę, ale o niej później), więc pierwsze kilkanaście sekund jest dobre. Generalnie rzecz ujmując, całość trzyma pewien poziom - ale wypada zwyczajnie nudno. Brakuje mi w tym utworze czegoś mocniejszego. Skoro zwrotki przechodzą w refren bardzo płynnie, wszystko trochę zlewa się w jeden ciąg. Słychać w nim Hyorin, co jest oczywiste, trochę Soyu, Dasom jak zwykle ginie gdzieś pomiędzy... nie mniej jednak, główna wokalistka jest tutaj monarchinią absolutną. Wybija się tylko - i to na dodatek niestety - Bora. Nie wydaje mi się, żeby była aż tak kiepską raperką, na jaką wypada ostatnimi czasy, ale jej partia w tej piosence... cóż, jest mało efektowna.
Teledysk jest bezpieczny, powiedziałabym nawet, że "typowy" dla SISTAR. Postawiono na niebieski i cyjan jako główne kolory, dookoła których zbudowano kontrasty - głównie różu i czerwieni. Nie należy to do rozwiązań nowatorskich, jednak nikt nie wymaga tutaj ogromnej oryginalności, więc jest okej. Klip zmontowany jest w komiksowy sposób, i do tej stylistyki również odnosi się szeroko przez całe trzy i pół (z kawałkiem) minuty trwania. Charakteryzacja i kostiumy zostawiają mnie z mieszanymi uczuciami. Jak ujęcia w szkolnej scenerii i ubrania dziewczyn w nich wyglądają dla mnie strasznie tandetnie, tak bardzo lubię pozostałe stylizacje. Podziwiam też konsekwentnie opaloną Hyorin (zwłaszcza w kraju, gdzie wielbi się biel porcelany). Fabuła w teledysku jest, ale raczej nie niesie go na swoich barkach - jedynie splata w całość poszczególne sceny i nie służy niczemu więcej. Nie ma więc chyba po co kusić się na skomplikowane teorie, jakie czasami pojawiają się przy niektórych klipach...
Shake It miało być chyba letnim hitem, i zapewne spotka się z pozytywnym odbiorem. Osobiście jednak nie wróżę tej piosence dłuższej kariery - nie jest tak ponadczasowa jak Alone czy nawet I Swear, do którego sama często i chętnie wracam. Trochę szkoda, zwłaszcza kiedy Hyorin i Soyu mają poza zespołem o wiele ciekawsze projekty. 

niedziela, 24 maja 2015

Recenzja: SHINee - View

Cały rok 2014 był dla SHINee rokiem niewracania na scenę - czemu w zasadzie się nie dziwię, skoro w 2013 ledwie z niej schodzili. Solowo pokazywali się Taemin, a później Jonghyun, a teraz znów nadszedł czas na comeback. Jest pełny (i świetny) album, i jest, co oczywiste, piosenka promująca. Czyli 'View'.
Kawałek od momentu wydania wzbudzał... mieszane uczucia publiki, co zdążyłam zauważyć. Zachwytów jako takich nie ma; albo się podoba, albo jest oceniany jako słaby, nie w stylu SHINee, whatever. Zarzuty z jednej strony rozumiem, ale z drugiej - nie, jednak wcale nie. Może dlatego, że zwyczajnie lubię tą piosenkę (a cały album jeszcze bardziej)? Nie trudno jest zauważyć obecnej w popie tendencji do zastępowania refrenu chwytliwym hookiem. To dzieje się wszędzie - bo z niejasnych dla mnie powodów łatwo to sprzedać. W k-popie wychodzi raz lepiej, raz gorzej (SNSD), ale mimo wszystko, SHINee broni temat. Jeżeli chodzi o moje zdanie, wydają najlepszy materiał z całej wytwórni, niezależnie od tego, z czym wracają. A mówiąc o tym, w czym wypadają najlepiej - są to zdecydowanie inspiracje latami 80/90. Kupują mnie tym praktycznie od zawsze, bo to po prostu brzmienia, które lubię. 'View' jest całkiem nowoczesną piosenką, chociaż nie do końca. Nie ma tutaj czystej elektroniki, nie widzę tego kawałka także jako kompletnie klubowego. Niejako wpisuje sie w styl zespołu i od razu wiadomo, kto to śpiewa. Wolę, żeby ich materiał był za każdym razem nowy, niż gdyby mieli - jak Super Junior - przez kilka lat występować z kolejnymi wariacjami największego hitu. Nawet, jeśli nie zawsze wychodzi świetnie, jest przynajmniej dobrze. SHINee nie potrafią mnie rozczarować. 
Teledysk jest dobry. Zarzuty, że niskobudżetowy, że na szybko, przemilczę (bo mogę). Podoba mi się w nim przygaszona kolorystyka, oldschoolowe stylizacje i ogólna dynamika ujęć. Mówiąc szczerze, czekałam na coś takiego od SHINee - zawsze mają zachwycająco alternatywne zdjęcia promujące, photobooki po prostu rzucają na kolana, a z klipu wychodzi... klasyka SM. Teraz w końcu mam ten klimat w ruchu! Żadnej ostrości, miękkie krawędzie, ujęcia jak z filmu spoza głównego nurtu... rozumiem, że to może nie przypaść do gustu. Akurat trafia w moją estetykę, i wszystko w tym temacie. Wygląda świeżo, lekko, jak "I Swear" SISTAR (a ten klip uważam za jeden z lepszych w karierze dziewczyn, nawiasem mówiąc). Nic dodać, bardzo niewiele ująć. 
Reasumując, podsumowując, i  wykorzystując inne zwroty z gimnazjalnych rozprawek - 'View' to piosenka, którą polecam - ale nie biorę odpowiedzialności za ewentualne niepolubienie. Nie każdemu przypadnie do gustu ten posmak lat osiemdziesiątych, co jest przecież w porządku. Nie trzeba być fanem wszystkiego, co wyda dany zespół, nawet, jeśli to ten ulubiony...

sobota, 28 lutego 2015

Recenzja: Vixx - Love Equation

Jeżeli ktoś na obecnej scenie k-popowej jest ekspertem w eksploracji mrocznego konceptu - to zdecydowanie jest to VIXX. Nawet, jeżeli to nie był stricte horror, wizualnie i muzycznie zazwyczaj towarzyszył im pewien rodzaj cienia.
"Love Equation" to jeden z lżejszych kawałków, z którymi panowie się promują. Już sama melodia jest całkiem urocza, pełna elektronicznych dźwięków jak z gry video z lat dziewięćdziesiątych. Do tego dochodzi chórek w refrenie, co jedynie pogłębia to wrażenie. Wisienką na torcie jest sam tekst, bo... to piosenka o rozstaniu. Początkowo czułam lekkie rozdwojenie - z jednej strony słyszę radość, a z drugiej, po przeczytaniu, o co chodzi, myślę, że być może - wcale nie ma powodów do śmiechu? Razem tworzy to jednak spójną całość o dosyć optymistycznym, mimo wszystko, odcieniu. Lubię ten efekt - przy innej melodii piosenka wydawałaby się o wiele bardziej ponura i zapewne byłaby łzawa. Zupełnie abstrachując od tego, powinnam chyba wspomnieć coś o wokalach. W przypadku VIXX zawsze było dobrze; widać jednak progres, jaki osiągnął Ravi. Jego rap brzmi coraz lepiej. Z albumu na album słychać, jak jego umiejętności się poprawiają. 
Odnośnie teledysku - jestem nim kupiona, całkowicie i nieodwołalnie. Uwielbiam przygaszoną kolorystykę, świetną kompozycję pełnych planów i ruch kamery. Dobrze połączono tutaj dynamiczne ujęcia z tymi statycznymi, dzięki czemu nie ma wrażęnia, że całość sklejono z kilku zupełnie różnych częsci, odklejonych od siebie koncepcyjnie. Jest tu jakiś zarys fabularny, ale nie przytłaczająco głęboki ani absorubujący. Nie jest to jednak tzw. 'drama version', więc czego więcej można by wymagać?
Choreografia jest bardzo obrazowa. Mnóstwo w niej gestów i póz, które przynajmniej mi średnio kojarzą się z tańcem, ale pasuje do ogólnego klimatu piosenki. Motyw rączek panowie mają chyba opatentowany - wracają do niego kolejny raz. Jest to co prawda nowa jego odsłona, zmienia się sposób wykonania i innego tego typu rzeczy, a jednak nietrudno ów ruch skojarzyć. Do stylizacji mam zastrzeżenia. Ravi nie nosi już specyficznych czapek jak w "Error" (na szczęście), ale nie jestem przekonana co do niektórych zestawów ubrań w tym teledysku. Wpasowują się w obecne tendencje w modzie pop-kulturowej i tak zwany streetwear - nie mogę zaprzeczyć. Mimo to, poza wybiegiem baseballowym koszulom-bluzom i kimonom udającym inne części garderoby mówię stanowcze "może innym razem". 
Nie mam pojęcia, jak VIXX w ogóle funkcjonuje - jeżeli chodzi o poszczególnych członków jako ludzi, po prostu. Ich okres promocyjny od debiutu trwa niemal cały czas, z niewielkimi jedynie przerwami. Lubię ich muzykę, a od strony wizualnej ich teledyski to niebo w oczach, ale... myślenie o tym z uwzględnieniem karkołomnej pracy wkładanej w każdy występ zdecydowanie depcze mi różowe okulary.

niedziela, 1 lutego 2015

Recenzja: 4Minute - Cold Rain

W zeszłym roku 4Minute eksplorowały dance i styl który był, jeżeli chodzi o mnie, lekko niestrawny. Dlatego też oddycham z ulgą, nie widząc ich w cekinach i błyszczących spódniczkach - ale o tym za chwilę. Niemniej, przy 'Cold Rain' wytwórnia dziewczyn zdecydowała się na drastyczną zmianę stylu - również muzycznie.
Cały album wyjdzie dopiero za nieco ponad tydzień, więc nie chcę kusić się na dalekosiężne opinie, jednak to może być coś, czego ze strony 4Minute jeszcze nie słyszeliśmy. Ballady to bezpieczny temat, dobry do zapełnienia czasu na płycie - i dobry również na powrót po dużym skandalu. W tym przypadku nie zdarzyło się nic takiego, więc ten koncept mnie zaskoczył w przypadku zespołu, który szedł raczej w kierunku elektroniki i nowoczesnego popu. Nie jest jednak źle (chociaż trochę schizofrenicznie, kiedy wcześniej dziewczyny promowały się z całkiem innym materiałem). 'Cold Rain' to przyjemna piosenka, bez niespodzianek melodycznych, ale i bez kumulowania napięcia czy wykorzystywania możliwości płuc do oporu i rozbijania szyb. Gayoon tradycyjnie dostała refren i balansowała na wysokich dźwiękach, ktoś całkiem niepotrzebnie zelektornizował głos Sohyun... ale za to Hyuna brzmi jak nie ona sama - tym razem w pozytywnym sensie. Trudno rozpoznać jej głos, kiedy nie jest przerysowany i z lekka piskliwy... gdzie partie takie jak ta były przez całą jej karierę? Mogę tutaj wybaczyć nawet generyczny tekt (jeżeli chodzi o deszcz, musi iść za tym smutek i rozstanie - tak działają girlsbandy, niestety), kiedy wokalnie jest tak dobrze. 
Teledysk ogląda się przyjemnie, ale nie ma w nim szczególnej fabuły. To po prostu powolne sceny, ładne kadry, deszcz (w dwóch wariantach: padającym z sufitu lub ściekającym melancholijnie po szkle). Kolory są przygaszone, ale kompozycyjnie wypada to całkiem w porządku. Nie jestem fanką stylistyki operowania światłem, jaką zastosowano w tym klipie - chodzi mi o odbijające się blaski i niemalże prześwietlenia w niektórych momentach. Daje to ciekawe efekty, jednak zupełnie subiektywnie za tym nie przepadam. O wiele bardziej podobały mi się tutaj ciemniejsze sceny niż te, w których zwrócono dużą uwagę na ostre reflektory.
Jeżeli chodzi o stylizacje... oh. Szybki research pozwolił mi zobaczyć, że dużo zarzuca się w kwestiach wizualnych 4Minute -  przede wszystkim kopiowanie 2NE1... cóż. Nie chcę mówić wiele w tym temacie, ale świat k-popu ciągle się czymś inspiruje. Trudno byłoby mi w zasadzie wymienić dużo teledysków, które są całkowicie oryginalne i pozbawione wpływów z zewnątrz. Przechodząc jednak do rzeczy - ktokolwiek ubierał dziewczyny tym razem, musi trochę zbyt mocno kochać futra i klimat retro. Z figurami członkiń 4Minute, praktycznie we wszystim można wyglądać świetnie, ale tym razem musiało im być wyjątkowo trudno. Co ma na sobie Jihyun, i czy to było w poprzednim życiu dywanem - nie chcę wiedzieć. Chyba tylko Jiyoon nie ma na sobie nic futrzastego, chociaż nie dam sobie za to ręki uciąć... generalnie, te stroje nie są aż tak tragiczne (widywałam w k-popie gorsze), ale zdecydowanie dodają dziewczynom po kilka lat. Razem, oczywiście, z ogólnie poważną stylistyką.
Reasumując, 'Cold Rain' oceniam raczej pozytywnie. Chciałabym, żeby cały nadchodzący album trzymał ten poziom, ale gdzieś tam wiem, że tutaj chodzi o Cube Entertainment... kto jednak zabroni mi mieć nadzieję? 4Minute nie są przynajmniej tandetnie 'kontrowersyjne' jak przy promocji 'Whatcha Doin' Today?', a to zawsze wielki plus. 

środa, 9 lipca 2014

Recenzja: f(x) - Red Light

Po f(x) można spodziewać się... właściwie - nigdy nie wiadomo, czego. To grupa, z którą wytwórnia (czyli SM) eksperymentuje, albo, jak również się uważa, nie ma pojęcia, co zrobić. Kiedy jest się jednak jedną z najbardziej znaczących firm przemysłu muzycznego w Korei, nie można tak po prostu zapominać o swoich zespołach, więc i na dziewczyny czekał powrót - jak zwykle, całkowicie zaskakujący i wyciągnięty jak królik z kapelusza (czy rzeczywiście po to, żeby odciągnąć uwagę publiki od innych spraw dookoła SM - nie do końca wiadomo).
Tuż po opublikowaniu piosenki, jaki i później, gdy pierwsze emocje już opadły, reakcje internautów nie były zbyt przychylne - pojawiły się głosy, że 'Red Light' to hałas, drastyczne zaniżenie jakości i przechadzka po najmniejszej linii oporu. Ja pozwolę sobie nie zgodzić się z tymi opiniami; nareszcie f(x) dostały solidny materiał, który dla mnie brzmi świeżo i ciekawie. Mimo początkowego wrażenia chasu, kawałek wydaje mi się całkiem przemyślany, z wyraźnie zaznaczonymi, ale nie identycznymi częściami składowymi. Osobiście wolę akustyczne brzmienia, ale tutaj, zgodnie z tym, co mówi sama wytwórnia, króluje elektronika - i to wcale nie ta irytująca, dudniąca sztucznymi dźwiękami i skupiona na tym, żeby maksymalnie wykorzystać potencjał rytmiczny. Wszystko brzmi nowocześnie, a wokalnie dziewczyny stoją na wysokim poziomie (rozwój widać zwłaszcza u Victorii, która nie śpiewa już jednej, średnio zauważalnej linijki). Autotune występuje w takich ilościach, że nie przytłacza całej piosenki i nie robi z utworu hymnu robotów.
Dla mnie jest to coś zupełnie nowego nie tylko dlatego, że f(x) do tej pory tkwiły, owszem, w elektronice, ale bardziej uroczej i kolorowej, a teraz wytwórnia pokusiła się o coś cięższego. Również sam tekst jest interesujcy, jak na dzisiejsze zatrzęsienie mniej lub bardziej ambitnych (niestety,  z naciskiem na to pierwsze) piosenek o randkach/zakochiwaniu się/i tak dalej. Nie można patrzeć na niego przez pryzmat dosłowności, bo wtedy zwyczajnie wydaje się mało sensowny - ale połączony z teledyskiem, przeczytany z nieco większą uwagą jest wprost niewyobrażalnie głęboki jak na k-pop... którym nadal jest, czego absolutnie nie próbuję zanegować. Pop w nieco innym wydaniu, bo czemu właściwie nie? Można by na palcach jednej ręki zliczyć, ile żeńskich zespołów nie wydało w tym roku ogłupiających kawałków promujących.
Niekwestionowanym hitem ostatniego sezonu pozostaje seksowny koncept - i tutaj znowu f(x) się wyłamują, choć nie sądzę, żeby to kogoś zaskoczyło. SM rzadko decyduje się na coś takiego, a nawet trudno sobie wyobrazić, że wytwórnia miałaby teraz wcisnąć dziewczyny w obcisłe szorty i wystawić na scenę z kręceniem pupą jako główną atrakcją występu. Ich wizerunek jest tym razem bardzo mocny; ostatnio, kiedy jakaś żeńska grupa z taką klasą poszła w militaria, był rok 2011... poza tym, asmetryczny makijaż magnetycznie przyciąga wzrok. Sama kolorystyka klipu pasuje do piosenki, a jak dla mnie jest też odprężająca po zatrzęsieniu pasteli i wyrazistych barw wśród tych girlsbandów i artystek; pokazuje, że cieniem można grać równie ciekawie, co światłem.
Chcę też zauważyć jedną rzecz - teledysk nie wygląda na SM, co było dla mnie największym zaskoczeniem. Choreografia nie jest jużnjego główną osią, a pierwszy raz od bardzo dawna u f(x) pojawia się coś, czego nie można określić jeszcze fabułą, ale to już całkiem blisko... wszystko, co dzieje się na ekranie, jest z lekka niepokojące i niedopowiedziane. Dostajemy sekwencje z manekinami bez twarzy, coś na kształt ucieczki, jest nawet jakaś eksplozja; wizualna strona dobrze pasuje do akustycznej, i nareszcie nie jest nudno. Jeżeli dodać do tego zupełnie nie-seksowne stylizacje (o których można pisać naprawdę długo) i ciekawe kadry, otrzymujemy klip, który nie opowiada jednoznacznej historii, ale na pewno przyjemnie się go ogląda i może wcisnąć w fotel, porównując do poprzedniego 'Rum Pum Pum', gdzie poza tańcem pojawiły się tylko bliżej nieokreślone kwiatki i melancholijne spacerki po szklanym pudełku...
Jest tutaj coś apokaliptycznego i intrygującego, choć nie każdemu 'Red Light' się spodoba. To wyłącznie kwestia gustu. Jeśli ktoś woli tą bardziej chwytliwą stronę k-popu, do nucenia refrenów i patrzenia z zachwytem na urocze noony/unnie... cóż, uważam, że i tak powinien spróbować f(x).
A Wy? Co o niej sądzicie? Dajecie tej piosence czerwone, czy zielone światło?

poniedziałek, 3 marca 2014

Recenzja: Girls' Generation - Mr.Mr.

Być może to tylko moje osobiste odczucia i nic poza tym, ale SM Entertainment konsekwentnie wydaje coraz lepsze płyty i - co jest aż zaskakujące - odchodzi od teledysków z pudełek (czego nie można się spodziewać po f(x), ale jednak tendencja nadal jest wzrostowa). Ktoś nawet postanowił dać Girls' Generation dosyć spójny mini-album na ich comeback w tym roku... nareszcie?
Dziewczyny z tego zespołu najlepiej sprzedawały się w niewymagającym repertuarze, o czym można sie przekonać, słuchając ich sztandarowego hitu - "Gee". Nie znaczy to jednak, że nie mają talentu; to, że jest tam kilka naprawdę mocnych wokali, takich jak Taeyeon czy Seohyun, nie jest czymś, co trzeba udowadniać. Tiffany i Jessica są bardzo powyżej standardów (niskich, niestety; żeńskie grupy bazują raczej na wizualnej stronie członkiń).Sunny, kiedy nie moduluje głosu na słodszy, również brzmi całkiem przyzwoicie, a reszta po prostu daje sobie radę i nie odnosi się wrażenia, że przyszły znikąd i tam też zmierzają. I to wszystko słychać w "Mr.Mr.". Oczywiście, Hyoyeon nadal nie dostaje więcej niż dwie linijki, ale nie można mieć wszystkiego. Ten kawałek nie jest chwytliwy jak "Oh!", ale zdecydowanie mi to nie przeszkadza. Nawet, jeśli nie odniesie sukcesu, jest, jak dla mnie, krokiem milowym dla Girls' Generation; brzmi dojrzale, odpowiednio do stażu grupy. Nadal trochę elektronicznie, ale ma również pewien klimat (może to przez instrumenty) - a przede wszystkim, nikt nie próbuje sprzedać dziewczyn jako dużo młodszych, niż są w rzeczywistości. Ten styl im pasuje, jest bardziej stonowany niż zeszłoroczne szaleństwo stylów. "Mr. Mr." ma w sobie tą samą elegancję, co "Chocolat Love", a Girls' Generation już zawsze mogłyby być takimi diwami... mimo tekstu, który nie jest szczytem erudycji. W ogóle, nie jest szczególnie dobry, ale przynajmniej nie występuje w nim żaden bliżej nieokreślony "Oppa", na scenę wkroczył już "mister"... oraz przerywnik taneczny, a przecież o dziewczynach mówi się, że nie potrafią tańczyć; chyba jednak potrafią jeszcze czymś zaskoczyć.
Przy tak dobrej piosence teledysk, który zdecydowanie nie wygląda na SM, sprawia na mnie jeszcze lepsze wrażenie. Widzę tam trochę odgrzewanych scenerii z japońskich klipów, jednak dopóki dziewczyny nie kończą w nudnym tle i pretensjonalnych kostiumach, wszystko inne da się wybaczyć. Girls' Generation zawsze były tą grupą, która ma większy budżet i nieco wyższy poziom estetyki przy każdym promującym MV, ale tym razem wytwórnia przeszła samą siebie. Znaleźli dla dziewczyn taką niszę różu, która nie wymaga od nich stylizacji na lalki Barbie... magneta w tym wydaniu, przy dobrych stylizacjach i nieco niepokojących rekwizytach wypada naprawdę dobrze. Ostatecznym gwoździem do trumny, w której zamykam wszystkie obiekcje, są stroje utrzymane w charkterze męskich garniturów. SNSD jeszcze nigdy nie miały na sobie coś takiego, a jedyne pytanie, jakie się nasuwa, to... dlaczego tak późno? Nie można było już wcześniej postawić na taki dziwny szpital i kryształki, które jeżeli już występują, to na ceramicznym sercu? Dopiero przy takim koncepcie widać, na co stać SM. Nie przypominam sobie żadnego teledysku od tej wytwórni, który prezentowałby się tak oryginalnie!
Być może "Mr.Mr." nie sprzeda się zbyt dobrze, a całkiem niewykluczone, że również poważni krytycy będą wieszać na tym kawałku psy; mi to nie przeszkadza. Wolę dziewczyny w tym wydaniu niż w jakimkolwiek innym i tego będę się trzymać. Jak dla mnie, zdecydowanie poszły do przodu i nie powinny cofać się ani o krok.

sobota, 23 listopada 2013

Recenzja: T.O.P - Doom Dada

YG to pewien charakterystyczny styl, który trudno przeoczyć. Gangsterskie klimaty, które czasami wzbudzają tylko pełen politowania uśmiech, partie rapowe prawie wszędzie, piosenki często dość ambitne i z drugim lub nawet szesnastym tłem... ta wytwórnia ma swoją - cóż tu ukrywać - bardzo rozbudowaną niszę artystyczną. Ale ma też głównego rapera BIGBANG...
...a T.O.P to zupełnie inna historia. Swój pierwszy solowy digital single wydał ładnych kilka lat temu, a karierę "bez reszty zespołu" prowadził raczej jako aktor. Ostatnio jednak niespodziewanie wypuszczono zapowiedź jego powrotu, który nadszedł niedługo później. I chociaż w tym roku wszyscy członkowie BIGBANG są szalenie eksploatowani, nieco bledną przy tym, co wydał T.O.P.
Może to kwestia tego, że dawno nie było go na scenie i po prostu nie zdążył się osłuchać - niemniej, Doom Dada jest zwyczajnie bardzo dobre. Rap stoi na najwyższym poziomie, linii melodycznej nie można nic zarzucić; czuję się trochę dziwnie, kiedy w piosence YG jeszcze coś mnie zaskakuje, i nie jest to ekstrawagancki teledysk (chociaż o tym trochę później) lub 2NE1, które nagle śpiewają o tym, że są zakochane. A tutaj, mimo, że wszystko jest albo rapem albo monotonną recytacją, brzmi różnorodnie i ciekawie. T.O.P nie jest może zbyt wszechstronnie utalentowany, ale takie piosenki jak ta są czymś, co wykorzystuje jego możliwości w stu dziesięciu procentach. Nawet, jeżeli śpiewa o tym, jaki jest wspaniały (czyli nic nowego), wypada to jakiś sposób elegancko - może to dlatego, że już nie wymienia kolejnych wielkch marek, tylko odnosi się do kwestii z nieco "wyższej półki"?
Teledysk jest ekscentryczny - i na tym można by w zasadzie zakończyć. Gdy widzi się duże małpy na samym początku, późniejsza łania na smyczy już wcale nie wydaje się zaskakująca, a późniejszy rajd po pustyni nie wywołuje nawet zdziwionego mrugnięcia. Klip utrzymano w czarno-białej stylistyce, co być może już było, ale na dobrą sprawę nikomu nie przeszkadza. Mimo ogólnie pojętej i przez cały czas trwania wylewajacej się z ekranu dziwaczności, nie można powiedzieć, że brak tam spokojnej klasy. Pewien chaos też jest, ale on również wydaje się być w pewien sposób przemyślany.
Podumowując - Doom Dada to niespodziwany powrót i świetny kawałek sam w sobie. T.O.P co prawda nie eksperymentuje z wizerunkiem, bo wciąż są to różne wariacje na temat garnituru i sporadyczne ubrania na kształt mundurów; muzyki za to jednak, na szczęście, nie oszczędza. I chociaż potrzeba mu było trzech lat, żeby stworzyć coś takiego, to chyba warto było czekać... 

wtorek, 29 października 2013

Recenzja: G-Dragon - Crooked

G-Dragon to człowiek o stu twarzach (w tym jednej, którą każdy może mieć, zakupiwszy jego pierwszy album - elektroniki nie trzeba lubić, ale taka 'smocza' maska to zupełnie inna sprawa) - nie ma głosu zdolnego kruszyć szkło, ale czego nie dośpiewa, to dowygląda... w końcu nie bez powodu jest uznawany za ikonę koreańskiej popkultury. Jednak nie można odmówić mu dużego talentu, a przede wszystkim ogromnej charyzmy i konsekwencji w tym, co robi.
Albumy wydaje dość regularnie - i zazwyczaj jest to dobry, lub co najmniej niezły materiał, który jakimś cudem zawsze trafia w gust odbiorców (choć być może to zasługa marki, jaką wyrobił sobie przez niemało przecież lat spędzonych na scenie). Nie ogranicza się też do promowania jednym utworem - dwa to minimum, które powinno być ekscentryczne w formie, treści (mile widziane oba naraz) lub zwyczajnie epickie. Coup d'Etat z tegorocznego albumu, zatytułowanego notabene tak samo, wpadało w drugą kategorię. Jakie jest Crooked?
Muzycznie to coś, co klubowym brzmieniem łączy leniwy refren i niedbale proste partie rapowe; nie są przesadnie gangsterskie ani mocne, ale za to nie sposób nie odczuć w nich pewnej charakterystycznej dla G-Dragona maniery - poczucia, że on po prostu robi coś, co lubi i co dobrze potrafi, bez udowadniania i pokazywania, jak wysoko można jeszcze się wspiąć, kiedy już niewiele zostało do samego szczytu. Nikogo nie zaskoczy fakt, że cały kawałek został skomponowany w pewnej części właśnie przez niego... i chociaż niektórzy fani tego artysty tą konkretną, 'pokrzywioną' piosenką zachwyceni nie byli, to jednak nie da się powiedzieć, żeby był to zły utwór. Jest po prostu dobry w swoim rodzaju - czyli muzyki niemającej zachwycać głębią, a raczej być puszczoną w klubie lub na poprawienie humoru. Owszem, tekst być może nie jest do tego idealny; śpiewanie o całkiem bolesnym rozstaniu pasuje bardziej do ballady, jednak takiemu artyście jak Smok pewne rzeczy po prostu się wybacza... zwłaszcza, że w tej piosence, od początku do końca czuć, kto ją śpiewa. Jest zwyczajnie bardzo w jego stylu...
...zupełnie jak teledysk - czyli w imię zasady "spodziewaj się niespodziewanego". W tych niepełnych czterech minutach klipu jest wszystko, począwszy od odbijania się od ściany w panterkowej bluzie, poprzez niekoniecznie przytomne spojrzenia na dyskotece, aż po pełne ekspresji skakanie po stołach. Trudno ubrać w słowa to, co tam się dzieje, jednak mimo wszystko, zdecydowanie warto zobaczyć. Stylizacja G-Dragona zawsze były szerokim tematem, i na tym polu artysta znów nie zawodzi. Chociażby tylko biegał po ulicach, między budynkami obficie pobłogosławionymi radosną twórczością zbuntowanej młodzieży z puszkami fabry w dłoniach, potrafi zrobić z tego coś, co wygląda ciekawie. Niektóre moementy wzbudzają raczej śmiech niż cokolwiek innego, bo w końcu wizualnie z lidera BIGBANG to nie do końca stuprocentowy gangster i dziecko ulicy (które objawia się w nim już od najwcześniejszego debiutu, który wiele gwiazd uznałoby za żenujący, a on wraca do niego niemal z dumą...) - ale wciąż nie ma nic do zarzucenia.
Jeszcze przed napisaniem recenzji nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że napiszę na temat tego utworu aż tyle pozytywnych komentarzy - moje pierwsze wrażenie było zbudowane na podstawie zmuszania się do przełknięcia 'Crooked', jednak to chyba dlatego, że po 'Doup d'Etat' mózg oczekiwał czegoś równie stonowanego i mocnego. Pomyłka. Ale tylko moja. G-Dragon po prostu robi swoje - i wciąż świetnie mu to wychodzi. 

czwartek, 3 października 2013

Recenzja: Block B - Very Good

Dookoła Block B było ostatnio trochę zawirowań - wiązało się to ze zmianą wytwórni, co nie jest sprawą drobną, kosmetyczną i w rzeczywistości pozbawioną znaczenia. Owszem, zespół powinien być przede wszystkim zespołem, a nie dzieckiem wytwórni, ale mimo wszystko, w k-popie producenci nie są tylko nazwą wymienianą w napisach końcowych. Stardom charakteryzuje się pewnym rodzajem kiczu - mimo to, o Seven Seasons nikt nie słyszał, a im mniejszy kolos stoi za plecami, tym trudniej zostać zauważonym...
Ta zmiana wyszła jednak chłopakom na dobre. Widać to nie tylko w estetyce dwóch wydanych pod skrzydłami nowej wytwórni teledyskach, o czym później - ale również w piosenkach. Very Good nareszcie brzmi jak coś, co można z czystym sumieniem zaliczyć do porządnego popu. Od pierwszych nut wiadomo, że tym razem nie będzie niczego grzebiącego ogromny potencjał grupy, przeznaczonego raczej dla zespołu o mniejszych możliwościach i umiejętnościach raperskich. Utwór wpada w popularne ostatnio kanony - elektronikę, oszczędny refren, szczątkową obecność instrumentów... i tekst, który jest do znudzenia o własnej wspaniałości. Owszem, dobrze czasami odpocząć od wszechobecnej miłości, jednak wcześniej wspomniany trend już nieco stracił na świeżości. Nawet, jeżeli jest częścią składową perełki od zespołu tak utalentowanego w kwestii rapu, jak Block B. Niesamowite w przypadku tej grupy jest względnie równy podział linijek, tak, że cała piosenka nie jest już wyłącznym wysiłkiem Zico i Kyunga, opcjonalnie jeszcze P.O, z dodatkiem Taeila w refrenach. U-Kwon rozwinął się wokalnie niemal nie do poznania... takich zmian chyba nikt się nie spodziewał - Block B w końcu jest mocne, ale niepozbawione klasy.
Teledysk nie ma sensu, jednak nie piszę tego w żaden sposób złośliwie; dominujący w tym klipie jest chaos, choć całość wykonano bardzo dobrze. Jakość, kolory, przemyślane kadry - i już bez kiczu. Garnitury są bezpiecznym strojem i naprawdę trzeba się postarać, żeby wyglądać w nich źle. Oczywiście, nie mogło zabraknąć swoistego swagu - a więc miłośnicy łańcuchów, skórzanych ubrań i futer nie będą zawiedzeni, zapewniam. Na ramionach Zico razem z czymś, co w poprzednim życiu zapewne egzystowało spokojnie jako stadko kruków, spoczywa bardzo dużo lansu. Nietrudno się domyślić, że znowu przejmuje funkcję faktycznej twarzy zespołu, bo Jaehyo pojawia się sporadycznie, podczas gdy lider zajmuje większość czasu antenowego (towarzyszą mu kolejne szalone stylizacje, rzecz jasna). Szkoda, że inni członkowie mają okazję zaistnieć tylko wtedy, kiedy jest czas na ich wersy - ale przynajmniej tych jest więcej... choreografia jest natomiast zepchnięta na sześćset osiemdziesiaty trzeci plan klipu, toteż trudno mi się do niej odnieść. To na pewno kawałek rytmicznego, nieco robotycznego tańca.
Ta recenzja upłynęła pod znakiem rozważania sytuacji Block B po zmianie wytwórni - i muszę przyznać, że, zgodnie z zapowiedzią w Nilili Mambo, weszli na następny poziom. Very Good jest rzeczywiście bardzo dobre. I sam zespół też. Miejmy nadzieję, że od teraz na jakiś czas uda im się unikać wszelakich kontrowersji, z czymkolwiek by one nie były związane...

sobota, 31 sierpnia 2013

Recenzja: Teen Top - Rocking


Nie wiem, jak ustosunkować się do twórczości Teen Top, bo na dobrą sprawę nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Trudno też ich oceniać w odniesieniu o poprzednie piosenki - samo znalezienie punktu zaczepienia między, np. 'Clap Encore' a najnowszym promocyjnym kawałkiem to zajęcie na dłuższą chwilę... dlatego 'Rocking' recenzuję nie z myślą o utworze tego zespołu, ale jako utworze w ogóle.
Melodia to czysta elektronika, instrumentów nie ma, lub są dobrze zakamuflowane - w tle pojawiają się także szumy oklasków i tym podobnych, więc nie można mówić o braku różnorodności. Ogólnie, piosenka składa się ze średnio zapadających w pamięć zwrotek o klubowym charakterze i szalenie chwytliwego refrenu. Nie mam tutaj nic do zarzucenia, bo 'Rocking' chyba z założenia ma być czymś do poskakania na dyskotece, z mocnym bitem i nieskomplikowaną linią melodyczną. To po prostu fajny przedstawiciel elektroniki, ale mimo tego, że w tym gatunku nie liczą się dobre wokale, nie mogę znieść traktowania Niela autotunem - z barwą, którą dysponuje, spokojnie mógłby unieść swoją ostatnią partię bez poprawek... niemniej, piosenka zostawia po sobie dobre wrażenie, ale nie jest czymś, co - przynajmniej mnie - przekonałoby do tego zespołu. Muszę jeszcze zwrócić uwagę na powtarzające się "La, la, la" na samym końcu, bo chyba nie pierwszy raz słyszę tą frazę u tych chłopaków... i tyle wyszło z zakładanego na początku braku odniesień. Po tekście trudno spodziewać się czegoś ambitnego, a pewien dramatyzm (tak, kolejna historia o nieszczęśliwej miłości...) zostawia po sobie dziwne wrażenie, gdy sama piosenka jest raczej lekka. Refren i zwrotki, przynajmniej, jeżeli chodzi o treść, to zupełnie inne bajki. 
Estetyka teledysku jest jednak bardzo 'w stylu Teen Top', ale równocześnie pełen niespotykanego u nich wcześniej lansu na tę skalę. Złoto, czapki, jest nawet futro, korona i dziwna wariacja na temat łańcucha - chciałoby się rzec, że swag od początku do końca.Gangsterzy szczupli jak patyczki, jeden z włosami w kolorze fuksji... czemu nie? Zwłaszcza, że siedząc na tronie zawsze można pomachać łapką w stylu, jaki wypracowali i wypromowali raperzy. Jakkolwiek wydaje się to śmieszne, a do tego średnio pasuje do treści piosenki, wygląda wciąż dość dobrze.
Choreografia - nic dodać, nic ująć. Nie zwraca na siebie przesadnej uwagi, w wielu momentach wygląda jak freestyle (gdyby nie to, że wszyscy tańczący są idealnie zsynchronizowani). Jest skakanie, szybkie poruszanie nogami, zdarza się wykorzystywanie rąk. Wszystko pod melodię. 
Miało być bez odniesień - jak widać, nie do końca wyszło. Nie zmienia to faktu, że wciąż nie wiem, co sądzić o 'Rocking', więc podsumuję to najprościej, jak umiem. To dobra elektronika, trochę nieszkodliwego kiczu i wpadający w ucho hook. Coś więcej, mniej? Nie wiem. Na pewno nikomu nie polecam wzorowania się na liderze Teen Top, jeżeli chodzi o dobór spodni do garnituru. 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Recenzja: 2NE1 - Falling In Love


Po niemalże roku przerwy, kiedy ostatnio wydaną rzeczą był tylko digital single, spodziewałem się, że 2NE1 pokażą się wszystkim z czymś nieco dłuższym, niż kolejna piosenka + MV i, jak na razie, nic więcej. Trudno to zrzucać na cokolwiek, więc pozostaje jedynie zapytać - co serwują nam dziewczyny na te wakacje?
Reggae z lekką nutką elektroniki. Jak znalazł na tę porę roku... choć w przypadku dziewczyn, które przez większość swojej kariery śpiewały o niezależności i możliwości bycia szczęśliwym bez fajnego 'oppy', plażowe love-story wydaje się nieco schizofreniczne. Tekst to też nie jest coś, co po przeczytaniu skojarzyłbym z tym zespołem... ale mimo to, piosenka na początku brzmi bardzo dobrze. Minzy zdecydowanie najbardziej przykuwa uwagę - rozpoczyna zwrotki leniwym głosem; nigdy do tej pory jej wokal nie miał tyle charakteru i hipnotyzmu. Idealnie wpasowuje się w reggae, a głos Bom w refrenie tylko ją uzupełnia. Obie sprawiają wrażenie, że ich powołaniem są takie brzmienia - nieco akustyczne, wolne, z wyraźną melodią. I tutaj wchodzi CL wraz ze swoim nienagannym rapem. Jakkolwiek można się nim zachwycać w hip-hopowych kawałkach, tak w mruczącym i leniwym "Falling In Love" jest on zwyczajnie drażniący. To taki typowy styl YG, ciut gangsterski - zupełnie nie pasuje do reggae. Może, gdyby liderka pokusiła się o coś, co można pociągnąć na nieelektronicznej melodii, brzmiałoby to lepiej.  O ile to mogła być piosenka po prostu dobra i na poziomie tej wytwórni, brzmi przez to chaotycznie. Wydaje mi się, że czasami lepiej zrezygnować z mocniejszych akcentów w piosence, bo mogą sprawiać wrażenie zwyczajnie śmiesznych. 
O teledysku nie mogę powiedzieć nic więcej, niż to, że jest on szalenie przyjemny dla oka. Klimaty Indii, scenerie pełne złota i duże baseny wyglądają ciekawie, a tropikalna plaża urozmaica to wszystko, ale nie zabija ani trochę wakacyjnego czaru. Kolory są żywe i dość jaskrawe, jednak dominuje złoto. Dziewczyny utrzymują styl z promocji "I Love You", ich stylizacje to w dalszym ciągu feeria wzorów i deseni. Wyglądają świeżo i w pewnym sensie naturalnie (zwłaszcza Minzy - niefarbowane, krótkie włosy to rzadkość w k-popie). Choreografia jest nieskomplikowana, ale to w żadnym stopniu nie jest wada. Pasuje do reggae i tonu, w jakim piosenka jest utrzymana, wygląda trochę jak taniec z Hawajów... jest wakacyjna i lekka. Nic, co sprawiałoby duże problemy, gdyby przyszło to odpląsać na gorącym piasku. 
Nie miałbym żadnych zastrzeżeń, gdyby nie rap CL... która pokazała już wielokrotnie, że potrafi również śpiewać, i to wcale nie najgorzej. Dlaczego więc wciska się niemalże garażowy rap w reggae? Żeby każdy, kto usłyszy tę piosenkę wiedział, że to dziecko YG? Na to wygląda... choć to, że ta wytwórnia ostatnio wszystko utrzymuje w jednym stylu, nie wróży zbyt dobrze... a potraktowanie Dary elektroniką wolę przemilczeć. 

poniedziałek, 6 maja 2013

Recenzja: Lee Hyori - Miss Korea

Lee Hyori to, co tu ukrywać - gwiazda z pewnym stażem. Trudno nazwać ją idolką chociażby przez wzgląd na doświadczenie, jakie ma za sobą. Nawet, jeżeli wiele jej piosenek brzmi jak "typowy pop", ostatnimi czasy wydaje coraz poważniejsze rzeczy. Tak, jak 'Miss Korea'.
Tym razem Hyori poszła w retro, przy którym bardzo łatwo wpaść w beznadziejny kicz. Jej najnowsze dziecko ma nieskomplikowany, pozbawiony elektroniki podkład muzyczny, w którym przebija się gitara - jak dla mnie to duży plus, a na pewno ciekawe brzmienie (bo głos tej artystki jest zbyt dojrzały na wszystkie piski komputerów). Sama piosenka jest prosta, co aż zaskakuje, gdy powszechnie odchodzi się od standardu dwóch zwrotek przetykanych refrenem i "trzecią częścią"; ogólnie, może wydać się dosyć banalna... ale to jest pewna prawidłowość, jeżeli chodzi o Hyori. Nawet, jeżeli wydaje się, że wydała coś zupełnie standardowego, pojawia się diabeł w szczególe. Tutaj jest to tekst, który w połączeniu z teledyskiem (czysta klasa!) krytykuje ściśle określone kanony piękna w Korei. Całość to bardzo eleganckie, nieco akustyczne retro. Jedyny minus to dziwna wymowa słowa 'miss'... którą można wybaczyć, bo to słowo widocznie musiało być przeciągnięte pod melodię.
Teledysk, jak już pisałam, to klasa. Nie potrafię znaleźć w nim niczego, co by psuło efekt; Hyori wygląda bardzo dobrze, i, na szczęście, nie szaleje ze stylizacjami jak w 'Chitty Chitty Bang Bang'. Klip jest prosty, niemal minimalistyczny, ale doskonale współgra z piosenką. Nic nie jest powiedziane wprost, ale narzędzia dookoła głowy Hyori, gabinet lekarski i pasiaste stroje chyba mówią same za siebie... Choreografia jest elegancka, oszczędna, ale trudno wymagać bardziej skomplikowanej przy spokojnej melodii piosenki. Generalnie wszystkie sceny są w pewien smutny sposób szokujące - i być może właśnie przez powolne tempo całość wydaje się jeszcze bardziej gorzko-słodka? Zarówno montaż, jak i poszczególne ujęcia oczarowały mnie - chętnie zobaczyłabym w przyszłości więcej takich artystycznych klipów.
Ogólnie, nie wiedziałam, czego spodziewać się po powrocie Hyori - ale w żadnym sensie nie czuję się zawiedziona. Kpop powolutku dojrzewa do tematów innych, niż niewymagająca, leciutka jak piórko miłość - szkoda tylko, że na razie tylko solowo. Niemniej, Lee Hyori wydała bardzo ciekawy kawałek, w niesamowitej oprawie; na pewno godny co najmniej uwagi.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Recenzja: PSY - Gentleman

PSY wrócił... i tym razem nie było zaskoczenia. Bez przesyłania sobie linku do teledysku każą możliwą formą, ot, zwyczajnie - to normalna kolej rzeczy, że skoro odniósł sukces, to nie zaszyje się w ciemnym kącie. I tak też się stało. Pod skrzydłami YG wydał kawałek 'Gentleman'.
Muzycznie to, niestety, powtórka z 'Gangnam Style'. Proste zwrotki, oszczędny refren, elektroniczny podkład... wpada w ucho, ale raczej bez sensacji. Zwyczajnie mam wrażenie, że PSY zastosował aluzję artystyczną w stosunku do samego siebie! Tekst nie rzuca na kolana, nie zaskakuje, nie każe się zastanawiać nad tym, co temu facetowi się uroiło...? Zgadnijcie, dlaczego. Jako podpowiedź dodam, że jest o zabawie i kimś, kogo chce się nazwać 'Sexy Lady'...
W teledysku trudno doszukać się czegoś autentycznie zabawnego; stanowi on swoisty kontrast w zestawieniu z tytułem piosenki. Podczas gdy 'Gangnam Style' było lekkie i komiczne, 'Gentleman' jest nieco niesmaczne. Być może taki humor do kogoś trafi... ale nie do mnie. Niektóre sytuacje z klipu są po prostu żenujące, a oliwy do ognia dolewa fakt, że PSY robi wszystko z dzikim uśmiechem na ustach (a satysfakcją napawa się, tańcząc)... i w końcu spotyka bratnią duszę - nie, nie, Hyuna wróciła na łono zespołu - czyli Ga-In, która okazuje się być tak samo wredną kreaturką, jak główny bohater teledysku. Jednocześnie, jej obecność stawia kropkę nad "i", czyli tańcem - który dość wyraźnie odnosi się do 'Abracadabry' Brown Eyed Girls. Jednak to dalej jest 'Gangnam Style'; nieco bardziej chamski, z innym podkładem muzycznym, ale wciąż... PSY, czegokolwiek teraz by nie wydał, będzie porównywany do kawałka, który zapewnił mu sławę i rozpoznawalność na całym świecie. A że wydał akurat 'Gentleman'...
Dlaczego uważam, że ta piosenka nie jest skazana na sukces? Bo to już kiedyś było. Owszem, ludzie będą robić szum dookoła dziwaka z Korei, który znowu wydał ekscentryczny teledysk... PSY będzie trudno pozbyć się tej łatki. A powtórki szybko się nudzą.

Obserwatorzy